Jak w tydzień przekonałem się do social media?

0
306
views
Social media

Nie lubię social mediów – zwłaszcza tych nowych formatów. Tak mówiłem jeszcze tydzień temu. Zmieniłem zdanie, a przynajmniej w stosunku do dwóch najbardziej znienawidzonych przeze mnie serwisów – Youtube’a i Instagrama.

Pierwszy kontakt z „branżą”

Blogerem jestem nie od dziś – trochę siedzę już w tym biznesie. I choć różnie mi to wychodzi, to co nieco o blogosferze wiem. Lubię pisać, lubię dyskusje, ale jedno nie dawało mi spokoju – te cholerne social media.

O ile fejsa jeszcze jako tako znoszę i w miarę regularnie staram się prowadzić moje fanpejdże, tak Youtube czy Instagram do przedwczoraj były mi zupełnie obce. W prawdzie słucham całymi dniami muzyki z jutuba, i mam świadomość istnienia Instagrama, jakoś nigdy nie potrafiłem się przekonać to zaistnienia tam jako twórca.

Zmiana nastąpiła w zeszłym tygodniu, gdy po raz pierwszy miałem okazję spotkać się z innymi blogerami twarzą w twarz. Pomijając szczegóły imprezy, wymiana wiedzy i doświadczeń postawiła mnie w pozycji jakiegoś strasznie archaicznego reliktu czasów przed powstaniem mediów społecznościowych. Mój opór w stosunku do Instagrama czy newslettera w ogóle nie przystaje do dzisiejszej pracy blogera, a próby wykorzystywania facebooka tak samo jak 3 czy 4 lata temu nie dają pożądanych efektów.

Zmiana trochę wymuszona

Ultrageek nie jest moim pierwszym blogiem, za to pierwszy raz postanowiłem się do blogowania przygotować. Wiedziałem, że branża technologiczna, choć od dawna trochę podupadła, będzie wymagała ode mnie dużej aktywności w mediach społecznościowych. W mediach społecznościowych, o których nie rozumiem.

Jaką wartość ma dla czytelnika moje selfie czy obiad? Ile można wrzucać fotki sprzętu i screeny z testowanych programów? Okazuje się, że jednak można – trzeba mieć tylko pomysł na siebie.

Nie będę wyjątkowy – moim pomysłem jest marka osobista

Projektując UltraGeeka zastanawiałem się jak rozłożyć akcenty. Czy promować serwis, siebie czy w ogóle olać blogowanie i zakładać portal. Po długich rozważaniach doszedłem do wniosku, że nie mogę dopuścić do zaprzestania blogowania. Muszę być blogerem, ale muszę mieć nazwisko.

Mam kilku znajomych, którzy prowadzą portale w pojedynkę. Różnie to wychodzi, choć wiem ile pracy w to wkładają. Blogowanie to zupełnie inna robota. Tu nie ma miejsca na przepisywanie niusów z zachodnich serwisów czy recenzje według oklepanego schematu. Blog musi opowiadać historię lub przynajmniej wyrażać opinie blogera.

Podobnie jest z social mediami, a przynajmniej tak mi się wydaje. Dlatego nie będzie już nachalnego linkowania do wpisów gdzie się da. Będzie grupa na fejsie, jest instagram, na którym obok spaghetti pojawiają się również ciekawostki i porady. Pinterest zbierze ciekawostki z insta i strony internetowe z ładną szatą graficzną (takie zboczenie zawodowe), a Tumblr i Google… no cóż tam znajdziesz linki do moich wpisów.

Największą zagwozdką jest jednak Youtube

Dziś nagrałem i zmontowałem swoje pierwsze wideo. Nagrane Lumią 535 (a więc 480p i to niezbyt dobrej jakości), z zagłuszającą korpo-muzyczką i w fatalnym oświetleniu. Montaż oczywiście w movie makerze i to niezbyt udany. Słowem, myślałem że moja dusza perfekcjonisty spłonie…

…A jednak nie spłonęła. Spodobało mi się do tego stopnia, że jeszcze 2-3 filmiki nagram Lumią i kupię sobie kamerkę lub nowszego smartfona. Na razie za 2-3 stówki, ale zawsze będzie trochę lepiej.

Problem w tym, że znalezienie odpowiedniego formatu nie jest łatwe. Mam pomysły na recenzje, prosty poradnik czy relację z ciekawego miejsca. Ale czy to wystarczy? Jestem pełen obaw, choć pewnie nieuzasadnionych.

Tak czy inaczej czuję, że wreszcie doganiam resztę świata, co jak na geeka wygląda… bardzo dziwnie. A może prawdziwych geeków już nie ma? A przynajmniej na Polskiej scenie jutubowo-blogowej, ale to temat na osobne rozważania…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here